Początek przygody z Simsami

O kocie, samochodzie, pracy i o niczym. Chcesz pogadać o czymś innym niż nasze piksele? Proszę bardzo!
Awatar użytkownika
Marvi
Stalker
Stalker
Posty: 594
Rejestracja: środa 04 kwie 2018, 13:41

Początek przygody z Simsami

Post autor: Marvi » wtorek 03 maja 2022, 01:18

Przyszło mi do głowy, że wprawdzie wielu z nas opisało swoje początki z Simami w wątkach powitalnych, ale jednak brakuje takiego tematu, który zebrałby nasze historie związane z tą serią oraz początki odkrywania tego "uniwersum". Zachęcam zatem do podzielenia się swoimi wspomnieniami :)

U mnie początki były dość "niepoprawne politycznie", bowiem koleżanki z klasy kiedyś opowiedziały mi o takiej grze, w której steruje się postaciami i można im wydawać różne komendy. Ja wtedy zakrzyknęłam z wrażenia, bo czytałam o tej grze w gazecie Click! Dziewczyny (bliźniaczki) zaprosiły mnie do siebie i pokazały mi to ustrojstwo, o którym dotąd tylko czytałam. Ech, ta podstawka jedynki. Pamiętam, co dziwne, to, że pokazywały mi, że tymi strzałkami przyspiesza się czas xD Ale zaoferowały też wtedy coś, co wymykało się wówczas ludzkiemu poznaniu, a mianowicie, że jak padre wróci z robo, to ONI MAJĄ NAGRYWARKĘ i mogą mi zgrać te simy na płycie xD Boże, jak ja wtedy się cieszyłam. Wiem, że piractwo ssie, ale mam wrażenie, że w latach 2000 było dość powszechne i uznawane za coś "okej". Zwłaszcza, że ceny gier były jednak dość wysokie w stosunku do zarobków (i do dziś ubolewam, ze tego długu Maxisowi nie jestem w stanie spłacić, bo serio, po latach '90 i '00, kiedy mój tyłek grzał biedą, staram sie sukcesywnie uzupełniac czy to zaległości growe czy to muzyczne).
Podobnież haniebnie poczynałam sobie z dwójką, ale tutaj współudział miała moja kuzynka, która, no cóż, wsiąkła w MOJĄ jedynkę i zajawiona serią nabyła na targu piracką wersję dwójki. I tak we dwie ją opędziłyśmy. Tym razem z dodatkami. Taka z nas szajka piracka. Nie wspomnę o haniebnych pobraniach z torrentów dla młodszej kuzynki i czekolady od cioci za zainstalowanie pirackiej wersji.
Dopiero trzeciej wersji dorobiłam się swojej, oficjalnej, legalnej. Wymodliłam od mame wszelkimi możliwymi modłami, pamiętam nawet, że to był jakiś zakup zbiorczy: podstawka + dodatek z karierą i podróżami, a na supporcie pojechała ze mną i z mame babcia xD Ale tak naprawdę babcia i mame miały jakieś tam inne "dorosłe" cele XD Natomiast od tego czasu marviczeue już tylko cisnęło "mame, mogie dodatek?", a mame było sędzią srogim, ale sprawiedliwym xD
I tak ta trójcyna ze mną kisła przez całe liceum, przez całe studia. W dniach kryzysu zastępowała mi różne elementy życia, włącznie z zakończeniem studiów (które, mimo wszystko zakończyłam mimo nie zdiagnozowanej depresji). Tak się to ciągło (simsy, nie studia xD), aż...
...dostałam czwórkę. Normalnie w prezencie od Aeri (bo ona uprzednio upatrzyła czwórkę u mojej młodszej kuzynki, tej od której mamy czekoladę dostałam za instalację pirackiej dwójki). I tak ta historia najnowsza wygląda, chociaż...
1) moja kuzynka od pirackich simsów 2 ciśnie w, już legalne, simsy 4...
2) pod warunkiem, że dostanie zgodę od swojej córki XD która swojego czasu grasowała na tym forum ;)
3) moja młodsza kuzynka, ta od czekolady xD, naskładała chyba większość dodatków do trójki, później je sprzedała, bo nakupiła dodatków do czwórki, a teraz jest na etapie "jak będzie promocja na trójkę, to powiedz, bo fajna była ta trójka" xD Czwórki (chyba) się pozbyła xD

Tak było - nie zmyślam.

Okej, ja chyba przedstawiłam najbardziej "kontrowersyjną" wersję wydarzeń. Zapraszam, do krzyżowania xD Koordynaty podam na priv xD
A jak to było u Was?

PS:

Kod: Zaznacz cały

https://www.simtopia.pl/viewtopic.php?f=18&t=989
Od tego się zaczęło, serio serio.

Awatar użytkownika
SimDels
Komiksomaniak
Komiksomaniak
Posty: 2538
Rejestracja: środa 04 kwie 2018, 10:42
Lokalizacja: miasto kamienic
Origin ID: SimDels
Kontakt:

Post autor: SimDels » wtorek 03 maja 2022, 02:55

Szczerze do bólu :D Ale z tym zdobywaniem gier nie zawsze było też tak łatwo jak dziś, ja nie słyszałem nawet nigdy o czymś takim jak The Sims i może nie byłoby mnie tu dziś gdybym przypadkiem w jakimś markecie szperając na półkach z grami PC nie natknął się na sims2. Przyznam się ,że zawsze miałem bzika na punkcie budowania miast i jako dziecko toczyłem boje o to by sprzątanie pokoju nie obejmowało moich "wiecznych miast" z klocków na dywanie w które łatwo było wdepnąć :D Czasem kleiłem budynki klejem żeby trudniej je było rozebrać więc sami wiecie co było kiedy mały Delsu spotkał się z bardziej typowym dzieckowym zachowaniem typu "burzmy to" :D
Tym bardziej sporo lat po ostatnich zabawach klockami zaintrygowało mnie w opisie na pudełku to, że można sobie zbudować domek dla ludzików i sobie nimi "żyć" choc do zakupu pewnie wystarczyłby mi sam opis budowania. Wcześniej bawiłem się na prehistorycznej wersji programu Arcon4 (czy jakoś tak) w projektowanie budynków lub fragmencików miasta (trochę jak zabudowa parceli w stylu mini kwartału miejskiego) więc na punkcie pełnoprawnej gry naturalnie musiałem dostać bzika. W Dwójce dało się stworzyć świat a właściwie zrobić go w Simscity4 i przenieść do simsowego folderu więc była to zabawa bez końca a Trójka z edytorem świata spowodowała, że praktycznie przykleiłem się już głównie tylko do simsów (bo był jeszcze bzik na punkcie serii Trainz i symulatory miast). Oczywiście masę godzin spędzałem na bezowocnym szukaniu kodu lub innego sposobu na zbudowanie wieżowców póki nie poradziłem sobie w inny sposób trochę podobnie jak teraz w Czwórce bo w Dwójce fajne było budowanie w górę teoretycznie bez przeszkód (w praktyce im wyżej tym bardziej rozdygotana kamera i jakiś limit pięter oczywiście był).
Czwórka przypadła mi jakoś w trudnawym czasie więc stała się fajną odskocznią mimo dających po oczach niedoróbkach (po premierze nie było piwnic , małych dzieci a limit wysokości był o jedno piętro mniejszy) i braku edycji otoczenia. No i chyba pierwszy raz naprawdę polubiłem zabawę ludzikami ,które w tej odsłonie od razu mi się spodobały ,stąd zabawa w tworzenie historyjek i komiksów no i co ważniejsze przy tej grze spontanicznie poznałem wielu fajnych ludzi co dało też początek Simtopii więc suma sumarum Czwórka pozostaje chyba moja ulubiona odsłoną serii.
I tu przy okazji (bo to w sumie mocno w temacie) chciałbym każdemu z Was szczerze podziękować za to że razem tworzymy naprawdę fajną społeczność :)
Więcej moich chałupek i inszych rzeczy znajdziesz tu na forum oraz na SDW i BSR. Masz pytania ? Pisz śmiało :)
Dobrej zabawy!

Awatar użytkownika
bobas52
Mistrz Humoru
Mistrz Humoru
Posty: 1355
Rejestracja: piątek 06 kwie 2018, 19:12
Lokalizacja: Gliwice
Origin ID: bobas52

Post autor: bobas52 » wtorek 03 maja 2022, 19:17

Przypomnienie sobie faktów z przed 20 lat to prawdziwe wyzwanie, prawie tak samo trudne jak zbudowanie czegoś równie wspaniałego jak prace naszych mistrzów architektury. Mimo to spróbuję cofnąć się w czasie.

Pierwszy kontakt z grą miałam za sprawą syna, który przyniósł do domu piracką jej wersję, zgraną na płytki od ówczesnej jego dziewczyny. Sama będąc fanką tej gry i zbieraczką wszystkich dostępnych w sieci CC udostępniła nam pierwszy symulator życia. Gra okazała się dla mnie na tyle wciągająca, że kiedy syn nie okupował komputera, próbowałam stawiać klockowate domki i aranżować ich wnętrza. Ludziki były mniej istotne.
Pamiętam, że byłam zafascynowana możliwością realizowania własnych fantazji życiowych ... i pod tym względem niewiele się zmieniło.

Kiedy ukazała się dwójka miałam już pierwszy złożony na potrzeby gry komputer i wszystkie oryginalne dodatki. Był to czas kiedy szalałam tworząc namiętnie całe rody simowe. Potrafiłam w jednej rodzinie dojść do piątego pokolenia. Wprowadzenie pór roku a z nimi pogody uwiarygodniło życie simowych ludzików i nadało grze dodatkowego smaczku. Relacje pomiędzy simami były tak realistyczne jak w nigdy więc w żadnej następnej odsłonie. Ten wirtualny świat rekompensował mi wszystko to, czego nie osiągnęłam w realnym życiu. Przede wszystkim mogłam kierować "własnym życiem" według własnych upodobań, a nie spełniać oczekiwania innych osób.

Trójka ze swoim otwartym światem była kolejnym krokiem i szansą na zwiększenia możliwości przeżycia przygód, których wielu z nas nigdy nie dozna w prawdziwym życiu. Obejrzeć piramidy, pojechać do Francji, zobaczyć Chiny to więcej niż mogłam sobie wymarzyć.
Dzięki trójce po raz pierwszy odkryłam, że istnieje strona społeczności graczy TheSims, gdzie fani wymieniają się swoimi pracami i wzajemnie inspirują. Na forum "poznałam" ludzi z całego świat. Z wieloma osobami nawiązałam wirtualne serdeczne kontakty.
666Karo, 97wojtas97, agusiamal, kameliaxxx, Kornelie15, kreatora, Ktosik, saszenka, olivkasims to tylko kilku znajomych z 277 osób. Moim mentorem w trójce była osoba o niku Merula. Ona jako jedna z pierwszych odezwała się do mnie zapraszając mnie do znajomych... ten gest dla początkującego gracza był niezapomnianym przeżyciem.
W tym okresie generalnie poza graniem skupiłam się na tworzeniu stylizacji modowych. Pozwolę sobie kilka z nich zaprezentować;

original.jpg

stulizacja nr.1.jpg
stylizacja nr.2.jpg
W miejsce obecnych historyjek mieliśmy "wspomnienia", które po latach faktycznie wzruszają jak się je ogląda.
wspomnienie5.jpg
Byłam zakochana miłością wielką jak cały świat :) w tej edycji i nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę grała w czwórkę. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam na wersji demo plastikowe włosy, byłam bliska załamania.Runął mój cudowny świat. Zamykające się forum trójkowe stało się przysłowiowym gwoździem do trumny. Nie chciała kupować czwórki ... generalnie byłam na NIE.

To Ela @kreatora ściągając mnie na forum czwórkowe zapoczątkowała moja dalszą drogę z simami. Tak skutecznie namawiała, że najpierw po zarejestrowaniu się na forum bawiłam się w komentatora prac dotychczasowych znajomych, później zachwyciłam się pracami innych graczy ... aż finalnie ktoś postawił mnie przed faktem dokonanym - kupując mi podstawkę TheSim4.

Z perspektywy czasu jestem mu niezmiernie wdzięczna, że zadecydował za mnie. Gdyby nie to, nie poznałabym wielu wspaniałych nowych przyjaciół i nie spróbowałabym nowych umiejętności. Podobno na naukę nigdy nie jest za późno, chociaż nie wierzyłam, że coś z tego wyjdzie. Gdyby nie upór kolejnej osoby... sama nie podjęłabym prób. DZIĘKUJĘ wszystkim, za sprawą których tu jestem. :hearts/heavy-black-heart: :hearts/heavy-black-heart:

Awatar użytkownika
Percival159
Felietonista
Posty: 182
Rejestracja: piątek 11 cze 2021, 12:06
Origin ID: Percival159

Post autor: Percival159 » czwartek 05 maja 2022, 10:44

Moja przygoda z Simsami zaczęła się od kupienia dziecku trójeczki, a potem uzupełnianiu jej dodatkami. Traktowałam to jak kupowanie wszelkich innych zabawek, czyli jako coś co mnie nie dotyczy w ogóle. Zresztą byłam wtedy zajęta kupowaniem większego mieszkania w realu i urządzaniu go, więc co tam jakieś... Simsy. Gierka dla maluszków, zabawa w dom, coś jak lalkami - tylko w dzisiejszych czasach - w formie wirtualnej. :D :D :D Potem wyszła czwórka, więc kupiłam córce podstawkę i sukcesywnie nabywałam kolejne dodatki, pakiety i akcesoria. Gdzieś w międzyczasie pojawiła się darmowa dwójka ze wszystkimi dodatkami i moje dziecię (wówczas chyba dziesięcioletnie) pobrało ją bez mojej wiedzy. Sama grałam w mini gierki na Naszej Klasie (zanim popadła w ruinę), a potem w Wiedźmina.

Aż któregoś dnia mąż powiedział, że na Originie jest promocja na The Sims Średniowiecze i zapytał czy bym nie chciała w to pograć. Średniowiecze w odróżnieniu od normalnych Simsów ma fabułę, konkretne zadania do wykonania ograniczone ramami czasowymi. Można brać śluby. W przypadku grania władcą - to jeden z elementów fabuły, w przypadku innych postaci gra chyba zakładała dowolność, choć szczegółów nie pamiętam. Jeśli chodzi o posiadane dzieci, to dochodzą one do wieku dziecka szkolnego i przestają dorastać. Są na zawsze dziećmi. Wyjątek stanowią potomkowie władcy. W przypadku śmierci króla/królowej najstarsze dziecko w trybie natychmiastowym staje się dorosłe i może przejąć władzę w królestwie.

Tryb budowania jest bardzo ubogi, teoretycznie stawiamy kolejne budynki strategiczne w królestwie, ale tak naprawdę po wykonaniu określonych zadań one pojawiają się same, gra je generuje. Możemy je tylko urządzać i tu jakiś ograniczony wybór mebli i innych akcesoriów faktycznie jest.

Szczerze nie pamiętam, dla czego zaczęłam grać w Czwórkę w 2019 r. Być może była ona za darmo, dziecię mi o tym powiedziało i pobrałam ją z czystej ciekawości. A jak już zaczęłam pykać (najpierw w samą podstawkę), to wsiąkłam i sukcesywnie po raz drugi zakupuję kolejne dodatki, pakiety i akcesoria. Tym razem dla siebie. :D :D :D A w międzyczasie dokupuję młodej nowości.

Ze względu na to, że miałam zbyt słabego laptopa - w trójkę nie mogłam zagrać. Ale za to odkryłam, że moje dziecko ma dwójkę, w tym czasie już niedostępną nigdzie! Zaczęłam grać za na Originie córki, w czasie gdy ona z niego nie korzystała. Potem okazało się, że gdy dziecko włączy dwójkę i przejdzie w tryb offline, ja mogę odpalić grę u siebie na laptopie. I tym sposobem zaczęłyśmy grać równocześnie na jednym koncie. ;) I to było chyba moje jedyne simsowe "przestępstwo", bo wszystko pozostałe po bożemu kupowałam. Niestety dwójki nie dało się nigdzie nabyć, więc trzeba było sobie radzić innymi sposobami. ;)
Tutaj zaskoczyło mnie, że życie Sima może być tak nieprzewidywalne i tak łatwo może się skończyć. Pamiętam sytuację, gdy mój sim mieszkający w Dolinie Pokrzyku bodajże, w takich barakach na wschodzie, odkrył - że przed jego domkiem leży w śniegu jakaś sina simka i zamarza na śmierć! Na szczęście, po poklikaniu na niej, odkryłam interakcję "rozgrzej" czy jakoś tak. Tym sposobem mój sim przywrócił biedaczkę do życia. Nabrała kolorów, pozbierała się z tego śniegu i poszła sobie. :D
W dwójce podobała mi się możliwość budowania bloków mieszkalnych, wystarczył odpowiedni kod i specjalne drzwi. Dlaczego tego nie ma w czwórce? :34-sleepy-face:

Gdy wymieniłam laptopa na gaemingowego - kupiłam trójkę i część dodatków do niej. Poznałam zalety świata otwartego i zachwyciłam się nim. Zakochałam się w światach wakacyjno-przygodowych dwójki, motorach, samochodach i dziecięcych wózeczkach, choć za wychowywaniem dzieci w Simsach nie przepadam, męczące jest. I w tym, że mój sim mógł iść na piechotę przez całe miasto i żaden ekran ładowania się nie włączał. :D

Po okresie zachłyśnięcia trójką wróciłam do czwórki i obecnie korzystam głównie z tej odsłony gry. A niedawno, zaczęłam trochę budować, wcześniej moje budowanie było tylko pod rozgrywkę, teraz zaczęłam bardziej przykładać się do wyglądu budynków, choć do ideału jeszcze daleka droga. W każdym razie spodobało mi się stawianie moich klockowatych brył. :D

Awatar użytkownika
Alibali
Pisarz
Pisarz
Posty: 2290
Rejestracja: czwartek 05 kwie 2018, 22:31
Lokalizacja: Roztocze
Origin ID: Aschantka

Post autor: Alibali » piątek 06 maja 2022, 18:29

Ranyy, moja droga do Simsów (własnych) była chyba najbardziej wyboista ze wszystkich tu opisanych.
Ale po kolei.
Najpierw to ja w pracy podpatrzyłam, jak to moje szefostwo (udając ciężko pracujące) pogrywa sobie w gabinecie na kompie w coś, co mnie bardzo zaintrygowało. Kierownik wydziału wyszedł kiedyś na chwilę z gabinetu, mając na pulpicie otwarte to coś, co jeździło, trąbiło, skrzeczało, że wody w mieście brak, albo prądu nie styka, albo kasy brakuje... Nie zdołałam wówczas zobaczyć, co to za gra, bo szef szybko wrócił, a ja udawałam, że nic nie widziałam :P Poza tym wtedy jeszcze nawet nie miałam komputera w domu!

Jakiś czas później zakupiliśmy tego zjadacza czasu dzieciom. Właściwie to z myślą o córce, która zamierzała zdawać na grafikę komputerową do Torunia (Intermedia). Ale zanim to się stało, córka musiała przejść przez edukację na poziomie średnim. Ja do komputera domowego w ogóle nie podchodziłam, choć w pracy musiałam się posługiwać komputerem, a właściwie tylko programen edycji tekstu TAG pracującym pod DOS-em.

Któregoś razu syn przyniósł do domu spiraconą grę, a ja, z wielkim zaskoczeniem odkryłam, że to coś na ekranie właśnie jeździ, trąbi, skrzeczy, że wody w mieście nie ma, że prądu... :D

Jak się domyślacie - było to SimCity - jedna z pierwszych tego typu symulacji. Ale nie miałam wtedy wielkiej ochoty na granie, bo działy się inne ważne sprawy. Podpatrywałam tylko czasami jak dzieci grały. A grały już w kolejną odsłonę tej pierwszej gierki - SImCity3000.
I pamiętam, że naszła mnie wtedy myśl - szkoda, że tych miast w SimCity nie można zaludnić, grać jakąś rodziną, urządzić jej domek...
Sama chętnie czytałam czasopisma wnętrzarskie, i ciągle przemeblowywałam nasze ciasne lokum. Z różnym skutkiem, który dopiero można było ocenić po przesunięciu ciężkich gratów. Myślałam sobie - a gdyby tak istniał jakiś program do zaprojektowania wnętrza - obyłoby się bez takiego wysiłku, awantur i czasami strat (cóż, meble nie byly z litego drewna)... Nie znałam wtedy żadnych programów w stylu auto-cad, czy innych Garden-escape'ów, i awantury w domu o połamane nóżki kanap czy innych ciężkich gratów były regularne :P

No i któregoś dnia w domu pojawiło się The Sims!!!
Boniu, zachwyciłam się tą gierką od progu! Dzieci grały, a ja im najczęściej wisiałam nad głowami. A gdy szły na zajęcia pozalekcyjne, a ja miałam chwilkę - sama wisiałam przy kompie. Gdy córka zaczęła przebąkiwać o zabraniu kompa do miasta, gdzie zdała do liceum plastycznego - wpadłam w rozpacz! Nie z powodu, że córka wybędzie z domu, tylko że The Sims wybędzie! No i nadszedł wreszcie ten moment, gdy córka (już w Olsztynie) - z bursy przeniosła się po roku na prywatną stancję, i mogła bez obaw zabrać komputer. Syn już wcześniej zaczął studia we Wrocławiu, jeszcze dalej od domu niż ona. A ja zostałam nie dość że bez dzieci, to także i bez kompa, a właściwie ukochanej gry :(

W tym mniej więcej czasie dowiedziałam się, że wyszła kolejna odsłona Simsów - The Sims2. Natychmiast kupiłam podstawkę NIE MAJĄC nawet komputera! Mąż nie chciał się zgodzić na zakup kompa do domu, bo... nie. Dla niego w tamtym czasie komputer mógł nie istnieć, i w zasadzie długo się do komputera nie mógł przekonać, a właściwie do użytkowania go do gier. Więc Alutka wzięła pożyczkę i SAMA sobie kupiła! Dla Simów! Nic nikomu nie mówiąc! I zebrała sukcesywnie całą kolekcję dwójkową! To była moja pierwsza w życiu gra, no i oczywiście oryginalna, bo nie umiałabym obchodzić tych wszystkich zabezpieczeń, cracków etc... Wtedy nie umiałam - dodajmy :P

Za jakiś czas wyszła kolejna odsłona gry - The Sims3, a wraz z nią coś niesamowitego - otwarty świat!
Ale na samym początku wielki zgrzyt - do dwójki mój komp był w sam raz, ale nie do trójki! Jak powszechnie wiadomo - do trójki z wszystkimi dodatkami, potrzeba komputera rodem z NASA (tak brzmi do dziś opis skrótowy trójkowych trudności, z jakimi styka się niedoświadczony gracz!)
Trzeba było dokupić lepszą kartę graficzną, lepszy procesor, więcej pamięci, zasilanie lepsze... Do starego dysku dokupiłam drugi...
W międzyczasie, będąc skazana tylko na siebie - nauczyłam się obsługiwać programy komputerowe - niezbędne by komputer (i oczywiście gra!) chodziły bez zwiech i błędów. Nauczyłam się obsługi tej gry na pamięć. Stałam się prawie ekspertem od bugów i błędów. Odkryłam w czasie grania dwójką, oficjalne forum EA, poświęcone The Sims2, gdzie szukałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Wkrótce jednak przerosłam moich wirtualnych nauczycieli :) Gdy weszła trójka - zaczęło powstawać forum trójkowe, budowane od zera. Nie zapomnę pierwszego moderatora - Norberta G. o nicku Galonger. On i RedEye wraz z jeszcze jednym moderatorem stworzyli zręby trójkowego forum. Jak ja się go wtedy bałam :)
Pisałam w tamtym okresie dużo na temat bugów w trójce, ( a było ich bez liku), dzieliłam się wiedzą zdobytą w czasopismach i na innych forach, a także odkryciami różnych cece i modyfikacji.
I ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu Norbert i Red Eye zaproponowali mi współmoderowanie trójkowego forum :cat_happy: , na co zgodziłam się z wielkimi oporami i obawami.
Do pomocy ściągnęłam sobie (z innej fanowskiej stronki, na której również się udzielałam) - niejaką Kamelię :D
Na forum pojawiła się też kolejna moderatorka - Anilewe, ale po jakimś czasie odszedł Galonger, RedEye i inni. Po prostu dorastali, zaczynali swoje przygody ze studiami, przeżywali pierwsze związki, a ja - cóż - byłam można powiedzieć - simowym dinozaurem, na dodatek zakochanym - ale tylko w swojej jedynej gierce, której poświęcałam każdą wolną chwilę :) Właściwie to bardziej zżerało mi czas forum, ale uwielbiałam je, uwielbiałam pisać, i uwielbiałam szperać po innych simowych stronkach w poszukiwaniu wiadomości, porad i oczywiście - cc.
Dzięki temu oficjalnemu trójkowemu forum poznałam mnóstwo ludzi - dobrych, uczynnych i mądrych... i mniej dobrych też. Trochę mnie to kosztowało zdrowia- ale cóż... Na usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że nie miałam żadnego doświadczenia - The Sims było (i nadal jest) moją pierwszą i jedyną grą. I tak pewnie już pozostanie.

Trójka ciągle zachwyca mnie smaczkami, które odkrywam do dziś. Zakupiłam sporo zestawów ze sklepu trójkowego tzw store (prawie 90% kontentu),- w tym prawie wszystkie nowe światy. I w tych światach właśnie jest mnóstwo niespodzianek, których jeszcze do dziś nie odkryłam do końca, po prawie trzynastu latach istnienia trójki!
Odkryłam też przecudowne światy - St Claire, Queenstown, czy moją ukochaną Wyspę Gallahada - stworzone przez uzdolnionych graczy (z nieistniejących już dziś stron). Sporo ciekawych światów jest na Giełdzie Wymiany (coś na kształt naszej obecnej Galerii). Jest tych pięknych światów dużo więcej - nawet nasze Delsidło popełniło kilka :)
Możliwości i odczucia, jakie daje poruszanie się swobodne po tych przepięknie zrobionych krainach to coś, czego nie znają gracze, którzy grają tylko w czwórkę i znają tylko ten plastikowy disneyowski styl! Trójka daje naprawdę mnóstwo wzruszeń. Nigdy wcześniej nie cykałam tyle fotek, co w trójce!

No i nadejszła jesień. To znaczy The Sims4.

Wiadomo było, że kupię na mur. Ale długo nie mogłam uwierzyć, że to, co pokazują w zajawkach - to będzie naprawdę w grze. Niestety - prawda okazała się JESZCZE GORSZA. Plastikowy świat, plastikowe ludki z plastikowymi włosami i disneyowskimi kolorami i zachowaniami bez głębszych emocji.
Jakoś nie docierało do mnie, że tak naprawdę to ludki z dwójki czy trójki nie były piękniejsze, że od ZAWSZE ratowałam się skinami i włosami cece :)
Ale powoli, z wielkimi oporami przyzwyczaiłam się do wyglądu czwórkowych postaci (naściągawszy oczywiście ceców co niemiara), a budowlanka w The Sims4 powaliła mnie na łopatki - w sensie pozytywnym. I do dziś łapię się na tym, że budując w trójce, próbuję np przeciągnąć dach na więcej kratek :) Albo przenieść cały pokój :) Poza tym czwórka także powolutku zaczęła się zmieniać, Twórcy może się trochę pospieszyli z wydaniem tej odsłony, nie dopracowawszy do końca zachowań, systemu emocji czy postępu historii. Obecna wersja gry mało przypomina tę początkową, o czym niewielu pamięta. Czy np pamiętacie, że nawet nie było na początku podglądu okolicy, tylko taka niebieska "zasłona" na widoku z góry?? W pomieszczeniach było ciemno i ponuro, a kolory - pozbawione żywych odcieni! O tym, że nie było basenów, piwnic, edycji terenu, małych dzieci - to już pamiętamy wszyscy.

Na zakończenie dodam, że w Simsy gra już u mnie kolejne pokolenie - zaraziłam bowiem wszystkie wnuczęta - całą piątkę. Nawet najmłodsza (wówczas pięcioletnia) Aurelia domagała się swojego domku i własnego ludzika - koniecznie z kotkiem! Gdy dziewczyny przyjeżdżały do mnie - musiałam ustalać grafik, który był ściśle pilnowany - jak długo które będzie siedziało przy grze :) Nawet jedyny chłopak w tej gromadzie bab, złamał się, i domagał się swojej kolejki przy simach :)
W tym roku nie będzie tego problemu - bo covid wiele zmienił także w ich planach wakacyjnych. No i cóż - też dorastają. Krzycho ma obecnie 16 lat i jest poważnym licealistą :) Tylko babcia tkwi przy swoich Simsach jak jakiś relikt przeszłości :) Na nagrobku mąż pewnie każe wyryć - Tu spoczywa moja żona wraz z całą swoją rodziną The Sims :)

ODPOWIEDZ

Wróć do „O wszystkim i o niczym”