Jak żegnamy naszych drogich bliskich w innych częściach świata.

O kocie, samochodzie, pracy i o niczym. Chcesz pogadać o czymś innym niż nasze piksele? Proszę bardzo!
Awatar użytkownika
Alibali
Pisarz
Pisarz
Posty: 1721
Rejestracja: czwartek 05 kwie 2018, 22:31
Lokalizacja: Roztocze
Origin ID: Aschantka

Jak żegnamy naszych drogich bliskich w innych częściach świata.

Post autor: Alibali » wtorek 03 lis 2020, 20:38

Do napisania tego tematu natchnął mnie @Wikki. Poczytałam sobie zaintrygowana nieco szerzej, i... okazuje się, że nie tylko Słowianie mieli nadzwyczaj dziwne inklinacje do świętowania dnia umarłych. Ale nie szukając daleko - nawet nasi najbliżsi sąsiedzi zza miedzy mają dziwne zwyczaje :)

Jak obchodzimy to święto w innych europejskich krajach?

amer.jpg


Na przykład Czesi mają specyficzną tradycję związaną z Zaduszkami - 2 listopada nie tylko odwiedzają groby zapalając znicze i zostawiając kwiaty ale umieszczają krzesła wokół rozpalonego ogniska lub kominka - po jednym dla każdego członka rodziny i jednym za każdą duszę osób, które już odeszły.

czesi.jpg

1 listopada nasi niemieccy sąsiedzi - podobnie jak my - obchodzą tradycyjne katolickie Wszystkich Świętych, jednak mają jeszcze jeden ciekawy zwyczaj - zdecydowanie mniej religijny w swoim charakterze - mianowicie na okres od 30 października do 8 listopada chowają wszystkie noże w mieszkaniu po to, aby uchronić zarówno siebie, jak i powracające dusze przed zrobieniem sobie krzywdy. W niektórych wioskach zachował się zwyczaj chodzenia dzieci po domach i śpiewania pieśni. Protestancka część społeczeństwa czci zmarłych podczas tzw. Totensonntag, odbywającego się w ostatnią niedzielę protestanckiego roku kościelnego.


niemcy.jpg

W Austrii najbliższym, którzy opuścili już ziemski padół, zostawia się przy zapalonej lampce chleb i wodę. Mieszkańcy wierzą bowiem, że zmarli odwiedzają ich w domach tego dnia, a symboliczny poczęstunek ma być dowodem na to, że są mile widziani.

austria.jpg

Kraj Włada Palownika - Rumunia, wydaje się być idealnym miejscem do obchodzenia wszelkich świąt związanych z duchami. Mówimy tu bowiem o XV-wiecznej postaci, która stała się inspiracją dla hrabiego Drakuli - książkowego i filmowego. Nie dziwne zatem, że każdego roku w Halloween w mieście Sighisoara (położonym w historycznej krainie Siedmiogród, lepiej znanej jako Transylwania), miejscu urodzenia słynnego wampira, odbywa się wielka impreza. Wśród obowiązkowych atrakcji znajdziemy tam odgrywanie procesów wiedźm, z obowiązkowym paleniem ich na stosie.

rum.jpg

W południowych Włoszech Święto Zmarłych świętuje się bardzo …po włosku, bo czego możemy spodziewać się po mieszkańcach Italii, jeśli nie przepysznej uczty. Składa się ona oczywiście z ulubionych dań bliskich, którzy już odeszli. Rodzina zostawia je na stole i wychodzi do kościoła, zostawiając otwarte drzwi do domu, aby dusze zmarłych mogły się bez trudu posilić. Na ten czas przygotowuje się także ciasto w kształcie fasoli, które nazywane jest „fasolą zmarłych”.

Italia.jpg


W Irlandii Samhain Night to najważniejsze celtyckie święto, w trakcie którego – podobnie jak w przypadku Dia de los Muertos w Meksyku – zmarli na jedną noc wracają na ziemię. Jednak zamiast witać ich z radością, Irlandczycy starali się zrobić wszystko, by zarówno ich domy, jak i oni sami wyglądali na jak najbardziej niegościnnych. Wszystko z powodu wiary w to, że zmarłe dusze szukają żywych, by przez kolejny rok mieszkać w ich ciałach. Dziś święto pełne jest fajerwerków i dobrego jedzenia, a palenie ognisk i kolorowe przebrania ustąpiły miejsca łachmanom. Na ulicach odbywają się parady, przewodnicy organizują zwiedzanie „nawiedzonych” budynków, a kina zapraszają na maratony horrorów.


irl.jpg

W Szwecji Halloween jest niezwykle ważnym świętem, i trwa kilka dni (aż do 6 listopada), podczas których jest czas na przemyślenia, jak i typowo halloweenowe zabawy. Na wielu cmentarzach znajdują się specjalne miejsca, w których można rozsypać skremowane zwłoki tych, którzy nie życzyli sobie bardziej tradycyjnego pochówku. Na ogół rozsypuje się ich prochy właśnie podczas Święta Zmarłych.

W Belgii podobnie jak u nas zapala się znicze, by upamiętnić bliskich zmarłych.

W Holandii natomiast Święto Zmarłych obchodzi się 4 maja. Składa się wtedy kwiaty, choć głównie nie na grobach, a przy pomnikach oraz w miejscach historycznych.

Dzień Wszystkich Świętych (La Toussaint) wygląda we Francji podobnie jak w Polsce. Francuzi odwiedzają groby bliskich, składają kwiaty i wieńce. Nie zapalają zniczy. W Paryżu na cmentarzu Pere-Lachaise zawsze są tłumy przy grobach znanych osobistości - m.in. Jima Morrisona czy Fryderyka Chopina.
morr.jpg
chop.jpg


W dawnej Anglii "Święto Zmarłych" było bardzo głęboko zakorzenione w kulturze już od starożytności. Dzieci wytwarzały rzeźby przerażających lalek z buraków, rzucano także kamieniami, warzywami i orzechami w ognisko, co miało na celu odstraszanie złych duchów. Uważano, że jeśli ktoś nie rzuci kamienia tej nocy do ogniska, to nie przeżyje najbliższego roku.
Oczywiście współcześnie wygląda to tak jak na całym anglosaskim świecie - gdzie dotarła uniwersalna amerykańska moda na przebieranie i chodzenie od domu do domu z nieśmiertelnym - cukierek albo psikus! W oknach mieszkań królują lampiony z dyń lub w kształcie dyń, a dorośli spotykają się w pubach żeby wypić piwko "za zdrowie" przodka :). Natomiast wg innego źródła przeczytałam, że w Wielkiej Brytanii nie ma tradycji odwiedzania grobów bliskich w All Saints` Day (Dzień Wszystkich Świętych), czy w All Souls` Day (Zaduszki). Dni te nie różnią się niczym od pozostałych w roku, Anglicy normalnie udają się do pracy, a wizyty na cmentarzu składane są zwykle w rocznicę urodzin bądź śmierci bliskich. Nie ma tutaj jednak jednego, ustalonego, konkretnego dnia, w którym wszyscy udają się na groby z kwiatami, aby upamiętnić zmarłych.

Anglicy chętniej obchodzą Halloween. Jest to dzień, w którym wszyscy się przebierają, zbierają słodycze i robią psikusy. Dlaczego Anglicy chętniej obchodzą Halloween, niż Święto Zmarłych? Miało to swój początek w średniowieczu, wtedy biedniejsi ofiarowali modlitwę za zmarłych, w zamian za pieniądze lub jedzenie tzw. soul cakes (ciastka duszy). Według wierzeń, dzięki każdemu zjedzonemu ciastku jedna dusza była uwalniana z czyśćca. Dzieci i biedni ludzie chodzący od drzwi do drzwi- dali najprawdopodobniej początek obecnemu zwyczajowi trick or treat (cukierek albo psikus).
Wg tego źródła w XIX i początkach XX wieku dzieci śpiewały poniższą pieśń:

A soul! a soul! a soul-cake!

Please good Missis, a soul-cake!

An apple, a pear, a plum, or a cherry,

Any good thing to make us all merry.

(…)

One for St. Peter, two for St. Paul

Three for Him who made us all.

Awatar użytkownika
Alibali
Pisarz
Pisarz
Posty: 1721
Rejestracja: czwartek 05 kwie 2018, 22:31
Lokalizacja: Roztocze
Origin ID: Aschantka

Post autor: Alibali » wtorek 03 lis 2020, 21:15

Tak obchodzimy święto Zmarłych w Europie. W krajach Ameryki Łacińskiej obchodzi się je dużo barwniej i z niezwykłą fantazją. Nic dziwnego, gdy weźmie się pod uwagę rodowód tego święta - np w Meksyku.

Początki Dnia Zmarłych w Meksyku wywodzą się z tradycji ludów Ameryki Centralnej, takich jak Aztekowie, Majowie, Taraskowie (Purépecha), Nahua i Totonakowie. Kult przodków w tych kulturach ma co najmniej 3000 lat. W epoce prekolumbijskiej nagminnie kolekcjonowano tu czaszki jako trofea wojenne i wystawiano je na pokaz podczas rytuałów symbolizujących życie i śmierć.
Festiwal, z którego wywodzi się obecny Dzień Zmarłych, odbywał się podczas 9. miesiąca kalendarza słonecznego Xiuhpohualli Azteków – miesiąca zwanego Tlaxochimaco (narodziny kwiatów), wypadając na początek sierpnia, a trwał przez cały miesiąc. Festiwal był w gestii bogini Mictecacíhuatl, żony boga Mictlantecuhtli, Władcy Krainy Zmarłych, znanej jako "Królowa Śmierci" Obchody skupiały się, podobnie jak i dziś, na czci dzieci i drogich bliskich, którzy odeszli.

W XVI wieku nowo przybyli konkwistadorzy z Hiszpanii, oburzeni pogańskimi praktykami kulturowymi miejscowych ludów, mając na celu nawrócenie miejscowej społeczności na katolicyzm, przesunęli datę letniego festiwalu na początek listopada, zbieżnie z Zaduszkami i dniem Wszystkich Świętych - według obowiązującego w Hiszpanii kalendarza kościelnego. Hiszpańskie obrządki pomieszano z tematycznie podobnymi tubylczymi obrządkami prekolumbijczyków, w ten sposób poczynając dzisiejszy Dzień Zmarłych w Meksyku.

Najważniejsze atrybuty tego święta:

Ludzkie czaszki zrobione z cukru (calaveras de dulce), często doprawione tequillą, czekoladą czy amarantusem, opatrzone imionami zmarłych (jak i czasami imionami osób nadal żyjących, jako niewinny dowcip w istocie nieobrażający takiego "zmarłego"). Są spożywane przez rodzinę i przyjaciół.

czaszka.jpg

Chleb zmarłych (pan de muerto) jest specjalnym wypiekiem ze słodkiego ciasta z jajkiem, o przeróżnym kształcie, od prostych, zaokrąglonych bułek do czaszkopodobnych, poprzez figurki zajączków z piszczelami, pokrytych lukrem.

20111028-127677-Pan-de-Muerto-PRIMARY.jpg

Kwiaty. Podczas 1 i 2 listopada, rodziny zazwyczaj doprowadzają do porządku i dekorują kwiatami groby bliskich wymyślnymi wieńcami z róż, słoneczników, jak i innymi kwiatami. Lecz najważniejszym jest tu rodzima meksykańska aksamitka wzniesiona (cempaxóchitl, cempasúchil lub cempazúchil – Tagetes erecta, turek), hodowana przez prekolumbijskich Azteków, zwana w Meksyku Kwiatem Zmarłych (Flor de Muertos). Nazwa cempaxóchitl jest stosowaną hiszpańską transkrypcją nazwy kwiatu w języku nahuatl, a zempoalxochitl – transkrypcją angielską, dosłownie: "dwadzieścia kwiatów". Aksamitce tej przypisuje się moc wzywania i prowadzenia dusz osób zmarłych do ołtarzy ku ich czci. Niemal wszystkie groby są odwiedzane podczas tego święta.

aksamitka-wzniesiona.jpg


Ołtarze ku czci zmarłych i pielgrzymki cmentarne. Według tradycji dusze dzieci powracają na cmentarze podczas odwiedzin wykonanych przez ich rodziny pierwszego listopada, a dusze dorosłych – drugiego. W przypadku niemożności złożenia odwiedzin u grobu, z powodu jego braku, czy z powodu przemieszczenia się rodziny z dala od rodzinnego cmentarza, wznosi się ołtarze w domach i składa rytualne ofiary (ofrenda, w liczbie mnogiej ofrendas). Są to m.in. przygotowane potrawy, chleb zmarłych, szklanki z wodą; a dla dusz dorosłych – butelki z mezcalem, tequilą, pulque czy atole (gorącym napojem opartym na skrobi kukurydzianej, często czekoladowym), cygara; natomiast dla dusz dzieci – nawet zabawki. Zestaw ofrendas jest umieszczany przy portretach zmarłych, otoczonych zapalonymi woskowymi świeczkami zwanymi veladora (w liczbie mnogiej veladoras).

W tradycji meksykańskiej, Dzień Zmarłych jest radosną okazją, bowiem zmarli nadal egzystują, a ich dusze, wywołane i naprowadzone pąkami aksamitek, współucztują, ciesząc się w towarzystwie swoich świętujących rodzin.


mek.jpg

Awatar użytkownika
Alibali
Pisarz
Pisarz
Posty: 1721
Rejestracja: czwartek 05 kwie 2018, 22:31
Lokalizacja: Roztocze
Origin ID: Aschantka

Post autor: Alibali » wtorek 03 lis 2020, 21:29

Jednakoż nic nie przebije święta zmarłych obchodzonego na indonezyjskiej wyspie Celebes zamieszkałej przez grupę etniczną Toradżów, dla której kult śmierci jest wyjątkowo ważnym elementem życia! Śmiało można stwierdzić, że najważniejszym momentem w życiu Toradża jest jego śmierć i przygotowanie do pochówku. Od śmierci do ceremonii pożegnania zmarłego może upłynąć nawet kilka lat, ponieważ czekają oni na odpowiednie fundusze i w trakcie tego czasu traktują zmarłego bliskiego jak chorego. Myją go, czeszą, golą, balsamują, ubierają, zachowując się tak jakby nic nadzwyczajnego nie miało miejsca i zmarły nadal żył. Pogrzeb zaczyna się dopiero wtedy, gdy rodzina jest w stanie sfinansować zakup zwierząt na ofiarę, które mają przeprowadzić zmarłego w zaświaty.

celll.jpeg
cell.jpg
cel.jpg

Toradżowie.jpg

images.jpg

xel.jpg

Im rodzina jest zamożniejsza, tym więcej złoży ofiar a bawół, który jest najczęściej w tym celu ubijany, nie należy do tanich zwierząt.
Rodziny wierzą, że zmarły nie opuści ich do czasu, gdy zapewnią mu bezpieczne i godne przejście na tamten świat.
W trakcie ceremonii pożegnalnej czczą Pana Podziemi - Pong Lalondonga, chociaż lud ten uznawany jest również za chrześcijański. Przelewają krew zwierząt ku jego czci po czym zbliża się punkt główny ceremonii: ostatniego spaceru zmarłego po swojej wiosce!
Procesja taka jest niezwykle barwna, a poza bawołami i zmarłym ubranym w piękne szaty, pojawia się również rzeźbiona figura zwana tau-tau, która jest symbolem pogrzebu członka jednej z najwyższych kast. Noc poprzedzająca pochówek jest najważniejsza - zmarły siada ze wszystkimi członkami rodziny do stołu na ostatni posiłek. Podczas tego wieczoru odbywają się tańce rytualne oraz śpiewane są pieśni badong, pomagające doprowadzić zmarłego do Puya (miejsca spoczynku dusz). Po złożeniu ofiar i powieszeniu rogów bawolich nad domem rodzinnym dochodzi do pochówku, który najczęściej odbywa się w grocie, chociaż Toradżowie stosują wciąż groby wiszące na skałach.

tana-toraja-rytual-otwierania-grobow.jpg

Awatar użytkownika
Alibali
Pisarz
Pisarz
Posty: 1721
Rejestracja: czwartek 05 kwie 2018, 22:31
Lokalizacja: Roztocze
Origin ID: Aschantka

Post autor: Alibali » wtorek 03 lis 2020, 21:40

Na Filipinach w dzień Wszystkich Świętych grupy osób chodzą od domu do domu śpiewając pieśni za dusze znajdujące się w czyśćcu - tradycja ta nazywana jest Pangangaluluwa i niestety powoli zanika zastępowana przez bardziej popularną metodę obchodzenia Święta Zmarłych, czyli „cukierek albo psikus”. Często też przychodzi się na cmentarze z namiotami, w których ludzie jedzą i piją, wspominając znajomych i rodzinę.

Podobnie jest w Nikaragui - rodziny, które odwiedzają groby bliskich nie przynoszą kwiatów i nie zapalają świeczek, nie ma tam ofiar z jedzenia itp... W Nikaragui bliscy udają się na cmentarz wraz z rodzinami i w noc Święta Zmarłych śpią przy grobach bliskich.

Święto Zmarłych w Ekwadorze mocno wiąże się z żywnością. Kazda rodzina zasiada przy stole zastawionym tradycyjnymi potrawami - m.in. chleb guagua, który ma kształt dziecka oraz popijają colada morada - napój z fioletowej kukurydzy, jeżyn i róznych owoców. Pewne społeczności jak zamieszkujący ten kraj Indianie spotykają się ze zmarłymi przy grobach. Przynoszą w ofierze ich ulubione przysmaki i wierzą, że dopiero gdy zmarli się nimi najedzą sami mogą je spożyć. Przy grobach często gra się też w kości. To jednak nie tyle rozrywka co sposób porozumiewania się ze zmarłym. Każdy wyrzucony numer oznacza inne jego potrzeby i zarzuty.

W Peru natomiast rodziny spotykają się przy miejscu pochówku, aby zjeść wspólny posiłek, tańczyć i posłuchać grających na cmentarzu muzyków.


Famadihana/ Jamu – kult zmarłych (nie święto) jest najbardziej spektakularny na Madagaskarze gdzie odgrzebuje się zmarłych. Malgasze mają dwa obrzędy pogrzebowe: pierwszy to obrzęd przejścia ze świata żywych do zmarłych (zwykły pogrzeb) drugi to wejście nieboszczyka do świata przodków-opiekunów. Ta ostatnia ceremonia trwa zwykle trzy dni. Spotyka się cały ród aby wydostać ciało przodka z grobu. Potem jest czas na owinięcie go nowym całunem. Famadihana jest hołdem dla przodków, ale też radością dla żywych - kapłani zanadrazana biorą ciało na noszach i robią tak siedem okrążeń w rytmie muzyki wokól rodzinnego grobu po czym składają go w nowym miejscu pochówku.

Awatar użytkownika
Alibali
Pisarz
Pisarz
Posty: 1721
Rejestracja: czwartek 05 kwie 2018, 22:31
Lokalizacja: Roztocze
Origin ID: Aschantka

Post autor: Alibali » wtorek 03 lis 2020, 21:51

A jak święto zmarłych obchodzone jest w krajach Orientu?

W Państwie Środka - Chinach tego dnia odgrywa się wielką operę (tradycyjna forma sztuki dramatycznej składająca się ze śpiewu, recytacji, pantomimy, ekwilibrystyki oraz kung-fu), która ma na celu otwarcie wrót piekieł i uwolnienie znajdujących się w nich dusz. Całość nabiera więc zdecydowanie bardziej artystycznego wyrazu niż w przypadku czczenia pamięci zmarłych w innych regionach świata. Do tradycyjnych rytuałów związanych ze Świętem Duchów należy palenie przed tabliczkami przodków papierowych imitacji pieniędzy, odzieży i innych przedmiotów codziennego użytku. Według chińskiej tradycji siódmy miesiąc to Miesiąc Duchów, w którym duchy na 30 dni przybywają z zaświatów i odwiedzają żyjących. Obchody Święta Duchów urządzane są na cmentarzach, a także w prywatnych domach. Powszechne jest puszczanie na wodę małych trzcinowych łódek z lampionami, które mają wyznaczać kierunek zagubionym duchom.

opera.jpg

W chińskim Hong Kongu w blasku świateł ulicznych zapala się łodzie i lampiony z papieru ku pamięci o zmarłych i by pomóc uwolnić niespokojne duchy do nieba.

W Japonii przygotowuje się specjalne dania w tym będące ulubionymi potrawami zmarłych i wszędzie wywiesza się czerwone latarnie, których część zostaje wypuszczona do rzek i morza. Choć Japończycy w ostatnich latach mocno przesiąkli kulturą Zachodnią czerpiąc od niej wzorce łącznie z obchodzeniem Halloween ale mają także własne tradycje związane z upamiętnianiem zmarłych. Najważniejszą rolę odgrywa tu niewątpliwie Festiwal Zmarłych - w tym święto Obon (znane także jako festiwal latarni lub duchów), które w japońskim buddyzmie obchodzone jest w połowie sierpnia. Japończycy również odwiedzają groby rodzinne i składają na nich ofiary - podobnie jak w wielu innych kulturach wierzy się tu bowiem, że w czasie tego święta zmarli krewni powracają by odwiedzić swoich bliskich. Dlatego też ścieżki do grobów są bardzo starannie wysprzątane a nad rzekami i morzem puszcza się na wodę lampiony aby te poprowadziły dusze umarłych z powrotem do ich krainy.

hong.jpg

Kambodżanie również mają ciekawy sposób na upamiętnienie zmarłych i przygotowują w tym celu pewien lokalny smakołyk. Chodzi o słodki klejący ryż z fasolą, który zawijają w liście bananowca a następnie zanoszą do świątyń w czasie święta P’chum Ben odbywającego się w trakcie Festiwali Zmarłych. Następnie jest czas na celebrację w postaci słuchania muzyki i przemowy mnichów. Wszystko to ma na celu przywołanie duchów przodków.

jap.jpg

Tajowie mają także swoje święto wpisujące się w nasze tradycyjne pojęcie święta zmarłych. Festiwal Yi Peng, także pisany jako Yee Peng, odbywa się w dwunastym miesiącu tajskiego kalendarza lunarnego - zwykle wypadające w listopadzie. W tym roku przypada ono na dni od 3. do 5. listopada. Trwa niemal równocześnie ze świętem Loi Krathong. Domy, miejsca publiczne, świątynie i ogrody udekorowane są kolorowymi latarenkami i flagami. Tajowie świętują również puszczając światło na wodzie oraz w nocne niebo.

gettyimages-515258151-1504009706-8sGG.jpg


Lampiony, które można ujrzeć na niebie podczas święta Yi Peng to Khom Loy, znane też jako Khom Fai. Jest to papierowy cylinder usztywniony drutem. Lampion unosi się w powietrze dzięki gorącemu powietrzu z płonącego ognika. Wypuszczanie lampionów w powietrze symbolizują oddalenie się nieszczęść i kłopotów z poprzedniego roku. Buddyści wierzą także, że pomyślane życzenie podczas wypuszczania lampionu powinno się spełnić - oczywiście jednak wtedy, gdy czyni się dobro w kolejnym roku. Jeśli lampion zniknie z zasięgu wzroku zanim zgaśnie ogień - właściciela czeka szczęście, jeśli jednak zgaśnie zanim zniknie nam z oczu - może przynieść to pecha. Niekiedy ludzie zostawiają w lampionie swój adres i osoba, która go znajdzie i odniesie do właściciela może ubiegać się u niego o nagrodę.


chiang-mai-lattern-shutterstock-450953167-1504009692-awPN.jpg

mn.jpg

gettyimages-624724782-1504009722-kgnv.jpg







Bardzo chciałabym, by ten okolicznościowy, ciekawostkowy artykuł uzupełnił @Wikki o swój wpis o obchodzerniu święta zmarłych w tradycji słowiańskiej. Nie chciałam wykorzystywać jego posta bez jego wiedzy i zgody.

Awatar użytkownika
SimDels
Komiksomaniak
Komiksomaniak
Posty: 1984
Rejestracja: środa 04 kwie 2018, 10:42
Lokalizacja: miasto kamienic
Origin ID: SimDels
Kontakt:

Post autor: SimDels » wtorek 03 lis 2020, 22:37

Bardzo ciekawa garść informacji o bogatych zwyczajach ,dzięki za te ciekawostki Alicja.
Bardzo zaciekawił mnie zwłaszcza fragment o Meksyku i o wyjaśnieniu Halloween. Pamiętałem, że wbrew pozorom zwyczaj jest starszy niż się wydaje ale nie pamiętałem co tam dokładnie w temacie się zadziało.
Przed nadejściem chrześcijaństwa nasi przodkowie podobnie jak dzisiejsi Meksykanie świętowali ten czas radośnie ,ucztując na cześć przodków. Wierzono, że duchy przodków żyją nadal wśród pozostałych choć w innym wymiarze, nie był to więc ostateczny koniec egzystencji.
Rozpalano także ogniska na rozstajach dróg by ułatwić powrót duszom i co ciekawe dziś mamy dwa odrębne święta w których przemycono dawne zwyczaje obchodów słowiańskiego święta;
To zdobienie i spożywanie jajek jako ważnego symbolu... Nie nie pomyliłem świąt, pierwotnie święto przodków było jednocześnie czymś w rodzaju święta wiosny.
Symbolicznie karmiono zmarłych m.in chlebem, sola i jajkiem.
Rozpalano także święty płomień, ognisko jako drogowskaz dla zbłąkanych dusz, najchętniej na wzniesieniach.Prawdopodobnie stąd mamy dziś zwyczaj zapalania swoich małych płomieni w formie znicza a wcześniej świec.
Pozostałością po dawnych ucztach jest dzielenie się ze zmarłymi jedzeniem w niektórych regionach Europy np.w tradycji Romów.

W zależności od regionu święto obchodzono nawet do sześciu razy w ciągu roku wierząc, że duchy powracają w określonych porach roku. Najważniejsze obchody pojawiały się prawdopodobnie dwukrotnie; w maju co wiązało się także z radosnym świętowaniem wiosny kluczowym dla rolnictwa oraz w okolicach października.
Można więc powiedzieć, że nieświadomie obchodzimy tak po trosze ary ważne dla naszych pogańskich przodków święto zarówno w dzień zmarłych jak i.. w Wielkanoc :)

To pokazuje ,że nowa religia starała się zawłaszczyć i przekonwertować to czego nie mogła zniszczyć ,nic dziwnego bo dla potomnych nowy system wierzeń musiał być prawdziwą rewolucją dlatego często nawet daty w kalendarzu świąt nawiązują do dawnych świąt przedchrześcijańskiej Polski czy Europy.



Edit chyba @Alibali wszedłem w słowo i szkrabiemy jednocześnie zatem czytania Twoich ciekawostek będzie więcej :)
Więcej moich chałupek i inszych rzeczy znajdziesz tu na forum oraz na SDW i BSR. Masz pytania ? Pisz śmiało :)
Dobrej zabawy!

Awatar użytkownika
kreatora
Satyryk
Satyryk
Posty: 1578
Rejestracja: środa 04 kwie 2018, 13:49
Lokalizacja: Gdańsk
Origin ID: kreatora

Post autor: kreatora » środa 04 lis 2020, 01:41

Uzupelnie o Wetnam w ktorym wlasciwie obcowanie z duchami przodkow nie jest zastrzezone tylko do paru dni w roku, W kazdym szanujacym sie wienamskim domu jest jeden malutki z reguły pusty pokoik w ktorym znajduje sie tylko oltarzyk poswiecony duchom Przodkow. Czesto na ołtarzyku tez umieszcza sie posązek Buddy. Praktycznie na okragło sklada tam sie zywnosc - glownie owoce dla duchów Przodkow, a czasem tez stawia sie miseczki z alkoholem. Im drozszy tym lepiej. Ofiary sklada sie na bieząco cały rok bo panuje powszechne przekonanie ze duchy Przodków wciaz pzrebywaja z rodzina i dbają o ich dobrobyt i zdrowie. Rozgniewany albo zlekcewazony Przodek moze powazne zaszkodzic w rodzinnych interesach, XD
Kiedys napisalam zabawne dlugie opowiadanie o moim wspólnym przebywaniu w jednej chacie z pewnym wienamskim Przodkiem na co dzień.
Dodatkowo tak jak w Chinach w swieto zmarlych pali sie podobizne pieniedzy, bo jest wierzenie ze duchy w swiecie zmarłych tez ich potrzebuja. Bardzo bogaty wietnamczyk czasem nawet spali prawdziwe pieniadze i nawet nie w tym dniu świeta zmarlych , ale w kazdy innym, gdy akurat w tym momencie bardzo mu zalezy mu na przychylnosci Przodków.
W sumie zyja z Przodkami na co dzień a nie tylko z okazji swiat. Mysle ze w Chnach tez to dawniej przed rewolucją to wyglądalo podobnie,
ORIGIN ID Kreatora

Awatar użytkownika
Marvi
Stalker
Stalker
Posty: 506
Rejestracja: środa 04 kwie 2018, 13:41

Post autor: Marvi » środa 04 lis 2020, 01:59

Grejt dżob Alu! Żem się nowych rzeczy dowiedziała i cieszy mnie to :D Ogrom pracy <3 Naprawdę super :D
To ja dorzucę słów kilka o tym jak słowiańskie Dziady przekuły się na Zaduszki. Wetnę się, bo wygrzebałam w odmętach dysku artykuł (i siem pochwalę, że puścili mi w czasopiśmie cały autorski cykl artykułów o świętach, chociaż chyba ze 3 miesiące mi umknęły xD). A @Wikki mam nadzieję, że uzupełni te moje "wysrywy" o dalsze ciekawostki :D


Ognie płonące na cmentarzach
Czyscowe duszeczki! Każda spieszcie do gromady! [...]/Gromada niech się tu zbierze!/Oto obchodzimy Dziady!/Zstępujcie w święty przybytek;/Jest jałmużna, są pacierze,/I jedzenie, i napitek – tak o dziadach pisał Adam Mickiewicz w II części dramatu Dziady. Czy zstępowanie duchów do świata żywych było jedynym składnikiem tego święta? I czy dzisiejsze dzisiejsze Zaduszki mają coś wspólnego ze słowiańskimi Dziadami?

Dusza jak oddech
Słowianie wierzyli, że wraz z wydaniem ostatniego tchnienia, ciało opuszcza dusza. Stąd też najpewniej wywodzi się samo pojęcie ducha czyli oddechu, który świadczy o życiu. Jedna z teorii mówi, iż „dziady” były określeniem dusz przodków, którym należało zapewnić w ten jeden dzień strawę. Wierzono bowiem, iż początkiem listopada świat materialny, doczesny przenika się ze światem nadprzyrodzonym. Dusze pojawiają się na ziemi i domagają się nakarmienia czy ogrzania. W zamian – pomagają przez cały rok w gospodarzeniu ziemią czy wypasaniu bydła.
Jednak furtka z zaświatami otwarta była także dla złych mocy. Stąd też wystrzegać należało się demonów i upiorów – dusz należących do zmarłych w rozmaitych okolicznościach: topielców, samobójców, zmarłych w dniu ślubu, a nawet do... poronionych dzieci! Wierzono bowiem, iż ich działanie jest szkodliwe: mogą uwodzić mężów, sprowadzać ludzi na manowce, dusić dzieci czy powodować śmierć. Dlatego też zadawano sobie wiele trudów, by złe dusze odpędzać, a dobrym pomagać.

Uczta na grobie, ogniska na rozstajach
Istotnym rytuałem Słowian było wyprawianie uczt dla zmarłych. Biesiadowano w domostwach i wyprawiano uczty na grobach. Dla dusz przygotowywano kutię, miód, kaszę czy jajka, często pojawiała się także wódka. Strzepywano wówczas resztki alkoholu z kieliszka na ziemię, by zmarli mogli nasycić się jej smakiem. Obyczaj ten przetrwał do dziś choć już bez magicznego znaczenia.
Jednak nie tylko uczty czynione były z myślą o duszach. Na cmentarzach palono ognie, przy których duchy mogły się ogrzać. Wierzono także, iż ogniska palone na rozstajach dróg odpędzają upiory i demony, a zbłąkanym duszom wskazują drogę do rodziny.

Patron dusz czyśćcowych wprowadza Zaduszki
Rozpowszechniające się chrześcijaństwo nie było w stanie zapanować nad wieloma pogańskimi rytuałami, dlatego też część świąt zostało zasymilowanych. Tak stało się z obchodami Dziadów. Święty Odylon z Cluny, patron dusz czyśćcowych, w 998 roku wprowadził Zaduszki w miejsce tradycyjnych, pogańskich dni zmarłych. Obchodzone w nocy z 31 października na 1 listopada dziady ustąpiły miejsca Świętu Wszystkich Świętych obchodzonemu 1 listopada i Dniu Zadusznemu, które przypada na 2 listopada. Zaduszki przyjęły się w Polsce w XII wieku. Dzień ten poświęcony jest wspominaniu nieżyjących krewnych i modleniu się za dusze czyśćcowe.

Dawne zwyczaje, nowe symbole
Mickiewicz przekonywał w swoim dramacie, iż palenie ognia miało doprowadzić do nieba dusze, które przebywały w czyśćcu. W rzeczywistości pojęcie to obce było Słowianom, a poeta pomieszał symbole dwóch tradycji. Jednak intuicja ta była słuszna, bowiem niektóre tradycje przodków przetrwały wiele wieków. Po dziś dzień wyprawia się w niektórych krajach uczty dla zmarłych i pozostawia się im resztki jedzenia, co niekiedy wiązane jest z „nowym” znaczeniem: przypisuje się im bowiem znaczenie „ostatniej wieczerzy”, czyli radosnego rozstania, po którym dusza trafić ma do lepszego miejsca.
Najbardziej powszechnym echem pogańskich zwyczajów jest... palenie zniczy! Dzisiaj jednak nie wierzy się w oczyszczającą moc ognia, który strzeże domostwa przed demonami czy też oświetla drogę zbłąkanym duszyczkom. Zapalany na cmentarzu znicz, świadczy o pamięci o zmarłych, skłonić ma do refleksji nad ulotnością życia, a także symbolizuje życie wieczne.
Ostatnio zmieniony środa 04 lis 2020, 19:31 przez Marvi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Alibali
Pisarz
Pisarz
Posty: 1721
Rejestracja: czwartek 05 kwie 2018, 22:31
Lokalizacja: Roztocze
Origin ID: Aschantka

Post autor: Alibali » środa 04 lis 2020, 16:46

Dzięki Miszka @SimDels Elu @kreatora i Marv @Marvi za tak zacne uzupełnienie tego tematu. Widzę, że spodobał się Wam, i to cieszy przeogromnie moją duszę zbieracza - szperacza. Gdy zobaczyłam fotki tych truposzy z Celebes, stawianych na nogi do wspólnej fotografii, to aż zakwiczałam! Musiałam wam to pokazać! :a_grin3: Ale naszła mię refleksja, że choć te osobliwe praktyki Toradżów wydają nam się dość odrażające, to trzeba sobie przypomnieć jeszcze całkiem świeży zwyczaj wywodzący się nie z egzotycznych wcale zakątków, ale naszej wiktoriańskiej Anglii. W owym okresie zapanował dziwny kult śmierci. Można powiedzieć, że zapoczątkowała go sama Królowa Wiktoria, która po śmierci w 1861 roku jej męża księcia Alberta, nie była w stanie zakończyć swojej żałoby. W Anglii po śmierci kogoś bliskiego kobiety ubierały się na czarno przez 4 lata, a przez kolejne 4 mogły pojawiać się publicznie tylko w ubraniu białym, szarym lub fioletowym. W tym czasie mężczyźni w żałobie nosili na rękawach żałobne paski.
Noszono biżuterię sporządzoną z włosów zmarłego - a więc różne plecionki, bransoletki, medaliony (a i my do dziś z kosmykiem włosów ukochanej osoby w medalionie, nie odeszliśmy tak znów daleko od tej tradycji). No i fotografie robione ze ...zmarłymi, których na tę okoliczność sadzano na zydlu czy fotelu, a rodzina gromadziła się wokół....

... Druga połowa XIX w. wraz z udoskonaleniem technik fotograficznych, przyniosła nowy zwyczaj – robienie zdjęć martwych ludzi. Historycy uważają, że w tamtych czasach usługi fotografa były bardzo drogie i niewiele osób mogło sobie pozwolić na luksus posiadania fotografii. I tylko śmierć i pragnienie, aby po raz ostatni zrobić coś ważnego dla ukochanej, zmarłej osoby, zmuszało rodziny do wydania krocie za zdjęcie. Wiadomym jest, że w 1860 roku zdjęcie kosztowało około 7$, co stanowi dzisiaj równowartość do 200 $!

1.jpg
6umzdz.jpg
4dz.jpg
5um.jpg
3.jpg
4 uim.jpg

Aby podkreślić pośmiertny charakter zdjęcia, fotografowie często wprowadzali do scenerii szczegół, który jednoznacznie wskazywał, że dziecko, czy osoba uwieczniona były już martwe – np. kwiat ze złamaną łodygą, odwrócona róża w ręku, wskazówki zegara, które wskazują na czas zgonu, i tym podobne. Robiono także fotografie z ulubionymi zwierzętami zmarłego.

2.jpg

Aby umarłego postawić "do pionu", co było - zważywszy na okoliczności - dość trudnym zadaniem - stosowano wymyślne uchyty, "statywy" czy jak to zwał...

original-3.jpg

Dzisiaj zdjęcia pośmiertne są kolekcjonowane. Największy ich zbiór z epoki wiktoriańskiej znajduje się w posiadaniu Thomasa Harrisa z Nowego Jorku. To jego niezwykłe hobby, o którym mówi: „Te zdjęcia uspokajają i sprawiają, że myślisz o bezcennym darze jakim jest życie”.

pryginalny artykuł poczytacie tu https://zalajkowane.pl/posmiertne-zdjec ... rianskiej/

Awatar użytkownika
Alibali
Pisarz
Pisarz
Posty: 1721
Rejestracja: czwartek 05 kwie 2018, 22:31
Lokalizacja: Roztocze
Origin ID: Aschantka

Post autor: Alibali » środa 04 lis 2020, 16:56

Biżuteria z włosów jako symbol żałoby oraz Butelki łez to osobny temat.

Zacznijmy od tego, że wiktoriańską biżuterię żałobną należy interpretować w trzech aspektach: poprzez praktyki, które leżały u ich powstania, poprzez metafory i narrację, jakie były z nią inherentne oraz poprzez uzyskane możliwości techniczne i wiedzę, dające odpowiedź na ludzkie emocje poprzez sztukę. Można wyróżnić dwa główne typy biżuterii z okresu wiktoriańskiego, które przekazywały pewną informację związaną z zachowaniem pamięci po zmarłych. Noszono kamienie określonego typu oraz biżuterię odpowiednio preparowaną, a więc grawerowaną, zdobioną puklami włosów, często ze złożonymi emblematami alfanumerycznymi. Pojawiała się również typowa wiktoriańska symbolika: podwójne pochodnie, klepsydry (upływający czas), motyle (symbol duszy), kłódki (klucz do serca) czy zapożyczenia z kultury francuskiej, np. bratki.

Na szczególną uwagę zasługuje biżuteria zawierająca pukle włosów, która była mocno zróżnicowana, a włosy układano na kształt piór, kwiatów lub węzłów. Włosy zmarłego i / lub ukochanej osoby powierzano jubilerom, aby ci mogli uczynić je elementem broszek, medalionów czy pierścieni.

Poniżej biżuteria wykonana z włosów, a raczej zawierająca pukle włosów oraz katalog jubilerski z wzorami biżuterii na zamówienie

wikt.jpg
p.jpg
hairlocket1.jpg
katalog.jpg


Łzy w butelce

Amerykańska wojna domowa, zwana wojną secesyjną, wniosła zupełnie nowy poziom żalu w epokę wiktoriańską. Jednym z najkrwawszych dni wojny był 3 czerwca 1864 roku, gdy śmierć poniosło prawie 16 tys. osób. Wiktoriańskie tradycje żałobne okazały się bardzo pomocne w tym bolesnym okresie historii, przynosząc ukojenie bliskim poległych na polu walki. Jedną z najbardziej niezwykłych tradycji, jaka się narodziła w tym czasie, był zwyczaj zamykania łez pogrążonych w smutku rodzin w zdobionych, szklanych fiolkach. Historie żołnierzy opuszczających swoje żony lub narzeczone z „butelkami łez” można znaleźć w ówczesnej literaturze. Niektórzy mężowie ponoć mieli nadzieję zastać butelki pełne po powrocie jako wyraz oddania. Niestety niewielu wróciło do domów. Przepiękne, zdobione złotem fiolki służyły jako naczynie, w które zbierano łzy po utracie ukochanych, aby w pierwszą rocznicę wdowa mogła wylać je na grób. Oznaczało to koniec pierwszego roku żałoby.

but.jpg
A tutaj daję link do artykułu - jest w nim dużo więcej na ten temat, ale darowałam Wam już m.in opis, jak samemu przygotować sobie taką pamiątkę :)

http://funerabilia.pl/blog/pamiec-ciala ... rianskiej/
Ostatnio zmieniony środa 04 lis 2020, 17:25 przez Alibali, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Alibali
Pisarz
Pisarz
Posty: 1721
Rejestracja: czwartek 05 kwie 2018, 22:31
Lokalizacja: Roztocze
Origin ID: Aschantka

Post autor: Alibali » środa 04 lis 2020, 17:24

Gwoli dopełnienia tematu żałoby, powinnam jeszcze dopisać o tradycjach wynikłych z polskiej historii - w okresie, gdy naszego kraju właściwie nie było na mapie, a obce reżimy zabraniały oficjalnego upamiętniania poległych. Od czasu upadku powstania listopadowego każda prawdziwa polska patriotka nosiła tylko czarne suknie, a biżuterię - jedynie z czarno oksydowanego żelaza czy innego metalu - najchętniej pierścionki lub krzyżyki. Złoto i srebro było niemile widziane u pań "z towarzystwa", gdyż świadczyło tylko o tym, że posiadaczka takowej biżuterii nie potrafiła wyzbyć się egoizmu, i nie oddała prawdziwej biżuterii na wsparcie finansowe powstańców (za tę biżuterię kupowano broń, naboje, żywność dla oddziałów powstańczych oraz konie i obrok dla koni).

.... W latach 1860-1862 odprawiano, głównie w Warszawie, liczne nabożeństwa żałobne, których celem było utrwalenie w pamięci narodu rocznic historycznych i bohaterów zrywów wolnościowych. Nabożeństwa ze względu na masowy udział ludności miały często charakter demonstracji niepodległościowych.
Taką demonstracją patriotyczną stał się pogrzeb w czerwcu 1860 roku, Katarzyny Sowińskiej, wdowy po generale powstania listopadowego.
Następne zgromadzenia, w dniu 25 lutego 1861 roku, w 30 rocznicę powstania listopadowego oraz krwawo stłumiona manifestacja 27 lutego tego samego roku, spowodowały ogłoszenie w kościołach powszechnej żałoby narodowej.
Okólnikiem w dniu 3 marca 1861 roku, po pogrzebie pięciu Polaków zabitych podczas tłumienia wspomnianej demonstracji, biskup warszawski Melchior Fijałkowski ogłosił: wszystkie części odwiecznej Polski przewdziewają na czas nieograniczony przyzwoitą żałobę. Kobiety tylko w dzień ślubu białą suknię. Nastrój żałoby spotęgowała następna masakra, do jakiej doszło dnia 8 kwietnia 1861 roku na Placu Zamkowym w Warszawie, gdy jej uczestników spacyfikowały oddziały kozaków i żandarmerii carskiej.

W efekcie, jak zalecał „Magazyn Mód” z 1861 r.: W przekonaniu naszym, odzież żałobna powinna być nacechowana wielką prostotą i powagą. Jeżeli wdzięk niezbędny jest warunkiem w ubiorze kobiety, żałoba nawet wyłączać go nie może, ale wszak wdzięk nie polega na sztucznych wymysłach i ozdobach, od których powinna być wolną odzież wyrażająca głębokie cierpienie. Toteż, zgodnie z tymi zaleceniami, kolor zniknął ze strojów damskich, a nawet dziecięcych. Ubierano się w czarne suknie, z białymi dodatkami (mankietami, kołnierzykami) jak na portrecie swej żony, Julii Simmlerowej, uwiecznił w 1863 Józef Simmler (Muzeum Narodowe w Warszawie). Podobny ubiór damski widzimy też na innych jego obrazach Portrecie Julii Bock (1861, Muzeum Narodowe w Warszawie), Portrecie Emilii Reszke (1863,. Muzeum Sztuki w Łodzi) czy jeszcze bardziej znanych cyklach Artura Grottgera – Polonia, Lituania (1864-66) lub najbardziej znanym jego obrazie: Pożegnanie powstańca z 1866 roku (Muzeum Narodowe w Krakowie). Za najwłaściwsze dodatki do stroju żałobnego obierano szale i chusty tarlatanowe, przykrywające głowę lub ramiona. Fryzury były równie skromne, młodym dziewczętom sugerowano staropolskie warkocze, a mężatkom włosy gładko zaczesanie do tyłu i ułożone na karku w węzeł. Nawet przypinane do kapeluszy kwiaty były czarne, a ubiory dzieci: czarno-białe lub szare. Równie żałobnie ubierano dziecięce lalki, a popularne do zabaw obręcze okręcano czarno-białymi wstążkami. Mężczyźni nosili pełną żałobę, tj. cały ubiór w kolorze czarnym , za wyjątkiem koszul.

Charakter smutku i cierpienia po stracie ojczyzny podkreślał brak jakichkolwiek przejawów zamożności, wszelkich ozdób, ponieważ szczere patriotki powinny przekazać swe kosztowności na rzecz Rady Narodowej. W Polsce i na emigracji złote ozdoby zastąpiła tzw. „czarna biżuteria” wykonywana z lawy wulkanicznej, rogu i czarno oksydowanego srebra i stali. W metal wprawiano czarne kamienie: gagat (odmiana węgla), onyks, dżet francuski (szlifowane czarne szkło), ebonit, heban, czarny dąb lub inne czernione drewno. W okresie późniejszym stosowano również czarno emaliowane srebro, często w połączeniu z perłami. Wśród różnorodnych rodzajów noszonej biżuterii: broszek, medalionów, wisiorów, naszyjników, bransolet, zwracają swą uwagę pierścienie, traktowane jako symbole wierności, miłości i pamięci, które stały się swoistym znakiem rozpoznawczym. Noszenie pierścieni z emblematami narodowymi, takimi jak orły w koronie, połączonych herbów Polski i Litwy: Orła i Pogoni Litewskiej, bądź innymi symbolami patriotycznymi (kotwicami, sercami i krzyżami jako symbole wiary, miłości i nadziei) było dowodem pamięci o historii Polski i wierze w walkę o odzyskanie niepodległości. Pierścienie te były wykonywane i noszone również w późniejszych, trudnych dla narodu chwilach, w okresie okupacji niemieckiej po II wojnie światowej i po 1945 r.

Natomiast w okresie żałoby narodowej, po upadku Powstania Styczniowego, w 2 poł. XIX w. noszono także chętnie metalowe krzyżyki i brosze w formie krzyżyków, gdzie łączono emblematy narodowe z religijnymi. Na krzyżach zatem zamiast pasyjki umieszczano orła polskiego w koronie, a na ramionach grawerowano napisy patriotyczne np.: BOŻE ZBAW POLSKĘ. Inne krzyżyki miały w miejscu przecięcia belek - cierniowe korony, z sercem i kotwicą, czyli Wiarą, Nadzieją i Miłością, symbolizujące cierpienie i zarazem ufność w zmartwychwstanie. Szczególny charakter mają zachowane pamiątki wykonane przez zesłańców na Sybir. Wytworzone z dostępnych tam materiałów takich, jak: ludzkie włosy, kość czy drewno. Wyroby te były często opatrzone datami i nazwiskami.

Biżuteria przyjmowała zatem motywy martyrologiczne lub religijne – kajdany, koronę cierniową, gorejące serce, krzyżyki, krzyż. Popularne były proste bransolety wzorowane na kajdanach zesłańców, z zaznaczonymi ćwiekami i łańcuszkiem. Paski obejmujące talię spinały proste, metalowe klamry, do których niekiedy przytwierdzano kilka rzędów metalowych kółeczek, na wzór tych noszonych przy krakowskim, męskim stroju ludowym.

Podobne okazywanie uczuć napotykało represje ze strony zaborcy. Władze carskie próbowały po upadku Powstania Styczniowego zakazać tej mody. Opublikowana w dniu 2 listopada 1863 r. instrukcja gen. Fiodora Berga w „Kurjerze Warszawskim” informowała, iż: Kapelusz powinien być kolorowy, jeżeli zaś będzie czarny to ma być ubrany kwiatami lub też wstążkami kolorowemi, lecz pod żadnym pozorem nie białemi. Pióra czarne i białe przy czarnych kapeluszach są zabronione. Kaptury mogą być czarne na podszewce kolorowej, lecz nie białej. Wzbronione jest używanie: czarnych woalek, rękawiczek, równie jak parasolek czarnych i czarnych z białem, jak niemniej takichże szalów, chustek, szalików i chusteczek na szyję oraz sukien zupełnie czarnych jako też czarnych z białem. Salopy, burnusy, futra, palta i inne wierzchnie ubrania mogą być czarne, lecz bez białego. Dla mężczyzn pod żadnym pozorem żałoba miejsca mieć nie może. Powyższy zakaz nie dotyczył kobiet, które straciły ojca, matkę lub męża, ale musiały one postarać się o stosowne zaświadczenie i nosić je przy sobie na wypadek kontroli. Dekret podziemnego Rządu Narodowego zniósł ostatecznie obowiązek noszenia żałoby, aby nie narażać ludności na surowe kary, do utraty wolności włącznie, ale aktywni działacze narodowościowi nawoływali by nie rezygnować z tej formy oporu tan, gdzie ludność nie będzie zbytnio narażona na owe sankcje (wieś, dwory, zagranica).


Jeszcze w Polsce powojennej modne było noszenie przez kobiety czarnych żałobnych woalek - kwefów. Widziałam wielokrotnie w czasach mojej młodości (a więc wieki temu) - tak właśnie "przystrojone" kobiety w żałobie, i nikogo to nie dziwiło. Dziś wydaje się to raczej niemożliwe - rzadko spotyka się nawet czarną opaskę na ręce lub czarno przepasaną fotografię na ścianie czy komodzie. Nie przestrzega się też zbyt surowo zasady ubierania się osób w żałobie - do pół roku w ścisłej czerni, od połowy roku dopuszczalny kolor szary lub brązowy :) Zasady te ściśle określały też, po kim i jak długo nosimy żałobę. Warto wspomnieć, że nie we wszystkich krajach nosi się te same kolory na oznakę smutku po utracie bliskich osób. W Indiach np to biel jest symbolem żałoby...

Linki
http://blogmedia24.pl/node/41651
http://strefahistorii.pl/article/4368-u ... yczniowego
https://akcesorianagrobkowe.pl/pl/aktua ... grzeb.html
https://kurierlubelski.pl/zalobny-dress ... r/12619195
https://funer.com.pl/aktualnosc-portal, ... ow,31.html


Myślę, że na tym temat pogrzebu, tradycji pogrzebowych i żałoby został wyczerpany. Ponadto nie chcę Was zbytnio zmęczyć taką smutną dość, aczkolwiek bardzo ciekawą tematyką. Następny felieton będzie na pewno dużo weselszy :)

Awatar użytkownika
SimDels
Komiksomaniak
Komiksomaniak
Posty: 1984
Rejestracja: środa 04 kwie 2018, 10:42
Lokalizacja: miasto kamienic
Origin ID: SimDels
Kontakt:

Post autor: SimDels » środa 04 lis 2020, 22:59

Tematyka jest bardzo ciekawa, dzięki za kolejną tak bogata garść ciekawostek. Zaskoczył mnie zwyczaj butelek na łzy. O fotografiach zmarłych słyszałem, poniekąd chyba i u nas byłą taka moda w swoim czasie a i zwyczaj przetrzymywania zmarłego w domu dość długo przed pochówkiem... :O moda dziś dla nas nieco upiorna trzeba przyznać... brrr!
Więcej moich chałupek i inszych rzeczy znajdziesz tu na forum oraz na SDW i BSR. Masz pytania ? Pisz śmiało :)
Dobrej zabawy!

Awatar użytkownika
kreatora
Satyryk
Satyryk
Posty: 1578
Rejestracja: środa 04 kwie 2018, 13:49
Lokalizacja: Gdańsk
Origin ID: kreatora

Post autor: kreatora » poniedziałek 09 lis 2020, 16:30

Tez nigdy nie słyszałam o buteleczkach na łzy... Inna sprawa kto mogł sprawdzic czy ustawiona na widoczym miejscu przy fotografii zmarłego ozdobna buteleczka na łzy młodej wdowy po starszawym małzonku nie zawiera zwykłej posolinej wody? Mnóstwo tych wiktorianskich XIX wiecznych obyczai to było tylko obowiązkowe decorum za ktorymi skrywano prawdziwe uczucia. Moda jest modą i jak zawwsze to ona dyktuje strój, biżuterię fryzury a czasem nawet zachowanie. Duzo w tym wszystkim obludy. Zasluga poprzedneij epoki romantyzmu gdzie przesadne wyrazanie czasem nawet nieprawdziwych uczuc było obowiazkowe w "eleganckim" świecie.
Zreszta nie mozna od tego uciec i w dzisiejszych czasach, a szczególnie w Polsce gdzie kult cmentarzym smieci i poleglych kiedys tam bohaterów pojawia sie co chwila w srodkach masowego przekazu - niezaleznie czy to listopad czy nie.Wiekszosc narodow - jak na przyklad irlandia, Szkocja, Grecja a nawet Meksyk,juz nie wspominajac o Wietnamie gdzie tradycja krwawych powstan przeciw kolejnym okupantowm ma 2 tysiace lat - ma w swojej czasem bardzo niedawnej historii krwawe powstania i meczennikow ale jakoś nie epatuja tym reszty swiata tak przesadnie jak my to robimy.
ORIGIN ID Kreatora

Awatar użytkownika
Alibali
Pisarz
Pisarz
Posty: 1721
Rejestracja: czwartek 05 kwie 2018, 22:31
Lokalizacja: Roztocze
Origin ID: Aschantka

Post autor: Alibali » środa 11 lis 2020, 03:05

Elu @kreatora - też nie jestem za tym, i miałam ogromną nadzieję, że w końcu ci wszyscy kombatanci wymrą bo nawet ci najmłodsi z okresu II wojny światowej to już ponad 90 letni staruszkowie i wreszcie nie będzie apeli ku czci i pamięci, że kiedyś rozkołysany dzwon narodowej żałoby w końcu ucichnie. Ale ku mojemu szczeremu zdziwieniu - i nie ukrywam - oburzeniu - pojawiła się kolejna fala kombatantów - z okresu stanu wojennego...
Ale nawet gdyby ich nie było, to mamy kolejną trąbę dudniącą głośno i "ku pamięci" - czyli traumę poszkodowanego "narodu narodów" - Żydów, którzy będą boleć nad swoją martyrologią jeszcze długie lata. Nie ujmuję im tegp prawa, ale równie dobrze jak mówisz mogliby biadać nad swoim losem Tybetańczycy, których państwo - tak jak nasze - zniknęło z mapy świata, ale nie epatują tym wsziędzie i wszystkich... Albo męczeństwo jeńców japońskich obozów w Indochinach - wystarczy obejrzeć choćby film "Most na rzece Kwai"...

Co do wiktoriańskiego sposobu okazywania uczuć Elu, to akurat nie masz racji, bo ten okres to właśnie rozkwit sztuki niedomówień i przesadnej pruderii. NIe wypadało damie szlochać nad grobem, czy okazywać jakiekolwiek inne uczucia w miejscu publicznym. Szczególnie kobiety z okresu naszych powstań wyzwoleńczych były poddane presji pokazywania swojej "dzielności" Przypomnij sobie naszą literaturę z tego okresu (- oprócz łzawej i sentymentlnej poezji epoki romantyzmu). Obłuda i zakłamanie zaś jest na porządku dziennym (do dziś) we wszystkich nacjach i wszystkich warstwach społecznych:) Choćby mąż pił i bił - żona zostanie publicznie napiętnowana, jeśli nie będzie rozpaczać na pogrzebie męża. Wdowcowi, jeśli 15 minut po pogrzebie przyprowadzi następną kandydatkę na żonę jakoś ludzie wybaczą. Wdowie - nigdy.

Żeby zamknąć jakoś ten temat, wspomnę o epitafiach - czyli inskrypcjach nagrobnych, którymi żywi ozdabiają te swoiste "pomniki pamięci" - czyli nagrobki.
- Tu leży mój mąż, który mi dokuczał wciąż. Teraz leży w grobie - ulżył mnie i sobie - to podobno autentyczny napis z nagrobka w Złotowie (wg innych źródeł - w Pile)

I podobnie złośliwy napis

„Tutaj leży Janek, leży tu przez babę, co w ataku złości rzuciła kebabem. Ty tu sobie Janku spokojniutko leż, dręczyłeś ty żonę, żona ciebie też".

Tu spoczywa gazda (...) na #Pęksowym Brzysku. Po raz pierwszy o suchym pysku (# -słynny stareńki zakopiański cmentarz). Podobno autorką tej sentencji jest Wanda Chotomska - pisarka, autorka wielu książek dla dzieci.

Tu spoczywa chłop ubogi. Wykonał plan, i wyciągnął nogi ( podobno tekst tego napisu, który syn zafundował ojcu - został z ojcem wcześniej uzgodniony)

Czasami powiątpiewamy w prawdziwość takich sentencji, jednak trudno między bajki włożyć relację takiego autorytetu jak Franciszek Morawski, który w swym szkicu "Kilka słów do historii napisów w Polsce" donosi, że gdzieś na Litwie spotkał epitafium: "Tu leży trębacz/ Boże mu przębacz" oraz "Tu leży Zielonka/ w Berdyczowie żonka".

Albo taki (autentyczny na 100%) Ma swój tragizm, zarazem sporą dozę złośliwości (jest to napis na nagrobku w najnowszej części cmentarza powązkowskiego w Warszawie)

"Ś.P.
JAN KOŚNIK
PADŁ OFIARĄ KASY CHORYCH
ŻYŁ LAT 31, ZM, DN. 22. IV. 1925."

Na cmentarzu w Ribbesford, Wielka Brytania Nagrobek Anny Wallace:

"Dzieci Izraela chciały chleb
A Pan zesłał im mannę,
Stary Wallace chciał żonę
I diabeł dał mu Annę".

Czasami napisy trącają w nuty bardzo intymne. Na kościele powązkowskim na zniszczonej, wytartej płycie zaledwie odczytać się daje:

"Tu leży Brygida Świderska z męża Więckowska, w tym grobie złożona
Dobra była matka dla dzieci, a dla męża żona.
Tu ciało ulubione żony spoczywa
Nad tym pomnikiem serce męża ubolewa."

Ludolf van Ceulen:
3,14159265358979323846264338327950288...
(napis na grobie holenderskiego matematyka, który obliczył liczbę Pi do 35 znaków po przecinku)


Trudno by zresztą było znaleźć tak znamienite przykłady literackich epitafiów jak te, które w poezji angielskojęzycznej wyszperał (i przełożył) Stanisław Barańczak.


Urokiem lorda Clive (zwanego Jimmy)
Jest to, że nie ma go między żywymi.
Trzeba w ogóle docenić uroki
Roztaczane przez niektóre zwłoki.

Edmund Clerihew Bentley



Lord Finchley sam naprawiał prąd: po dwóch minutach
Został z niego zwęglony trup. I dobrze mu tak.
Rolą ludzi zamożnych na społecznej scenie
Jest dawać rzemieślnikom płatne zatrudnienie.

Hilaire Bellock

Na cmentarzu w powiatowym mieście Słupcy nad Wartą przed kilkunasty jeszcze laty zwracał uwagę nagrobek z szarego piaskowca, na którym pod krzyżem był wyryty napis:

"P.A.X.
TU LEŻY
MATKA BOSKA I SYN BOSKI
Oboje proszą o pobożne westchnienie."

Należy wyjaśnić, że był to nagrobek zmarłych równocześnie właścicieli folwarku nazwiskiem Boscy, matki i syna Boskich.

Jest jednak na świecie jeden, jedyny cmentarz, który z założenia, programowo, a nawet w nazwie jest wesoły. Znajduje się on we wsi Sapinta w Rumunii, w obwodzie Marmarosz. Twórcą wesołego cmentarza był miejscowy grabarz - kamieniarz Ion Stan Patras. Wpadł on kiedyś na pomysł, by malować krzyże w pstre kolory, tak samo nagrobki, na nich umieszczać rubaszne malowidła i wesołe rymowanki. Wieś zaakceptowała pomysł i dziś do Sapinty zjeżdżają się gapie z całego świata. Rysunki na płytach z tarcicy przedstawiają zmarłych z ich ziemskimi przywarami: chłopów w szynku z kuflami lub z dziewkami w zamtuzach, kobiety przy plotkach... Grób dziecka utopionego w rzece zdobi aniołek w majtkach. Na grobie niefortunnego pasterza z Blezmeau, zabitego przez Węgrów, możemy przeczytać:

Tu leżę ja, Saulic Ion,
W wiecznym spokoju? Ależ skąd!
Na żyznych polach Blezmeau
Byłem pasterzem, jakoś szło.
Lecz gdy przyszły Madziary,
Jeden mnie sieknął w bary,
Drugi poprawił z gnata.
Dziś leżę i wszystko mi lata!


Informacje zaczerpnęłam z artykułów umieszczonych m.in. pod tymi linkami

http://niniwa22.cba.pl/uroki_roztaczane ... zwloki.htm

https://poranny.pl/chichot-zza-grobu/ar/5104636

https://joemonster.org/art/2660

https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152 ... i-syn.html

Awatar użytkownika
kreatora
Satyryk
Satyryk
Posty: 1578
Rejestracja: środa 04 kwie 2018, 13:49
Lokalizacja: Gdańsk
Origin ID: kreatora

Post autor: kreatora » środa 11 lis 2020, 06:51

@Alibali
Dzięki Alutku za chwilę uśmiechu, bo też usmiałam sie setnie z niektorych napisów uwieczniajacych tych "nieodzałownych " zmarłych. XD :hearts/heavy-black-heart:
ORIGIN ID Kreatora

ODPOWIEDZ

Wróć do „O wszystkim i o niczym”